Niepokój

Była sma wieczorem, a tata li jeszcze nie wr cił z pracy. Rano m wił, że m si skończyć jakiś ważny projekt, ale obiecywał, że wr ci nie p źniej niż o osiemnastej. la i jej mama patrzyły zaniepokojone na zegarek. K k łka wybiła godzinę dw dziestą, a tata li nadal nie wracał. Mama dziewczynki po raz kolejny pr bowała się do niego dodzwonić, jednak bezsk tecznie. Nagle drzwi od domu otworzyły się i stanął w nich ten, na kt rego wszyscy czekali – tata li. Dziewczynka i jej mamy zaczęły wypytywać go, co się stało. Mężczyzna siadł na krześle i zaczął opowiadać: – Projekt dokończyłem o szesnastej i j ż miałem wyjść z bi ra, gdy nagle m j wsp łpracownik zasłabł. Chciałem zadzwonić po karetkę ze swojego telefonu kom rkowego, ale ten rozładował się, więc zadzwoniłem ze sł żbowego. Lekarz i sanitari sze przyjechali po kilk min tach i zabrali mojego kolegę do szpitala. Pojechałem za nimi. Na korytarz szpitala dł go czekałem na jakiekolwiek wieści o stanie zdrowia Władka. Po trzech godzinach lekarz poinformował mnie, że nic poważnego się nie stało. Mój kolega szybko odzyskał przytomność, ale przez trzy godziny robiono m r żne badania. Wyniki będą najp źniej za dwa dni. Zatem Władek wyjdzie ze szpitala dopiero poj trze, gdy j ż będzie pewne, że nic m nie grozi. Tymczasem m si jeszcze zostać na obserwacji. – Martwiłyśmy się o ciebie, mogłeś zadzwonić – powiedziała sm tna mama li. – Kochanie, rozładował mi się telefon, nie mogłem zadzwonić. Przepraszam. – J ż dobrze, mam nadzieję, że zdrowi Władka nic j ż nie zagraża. – Też mam taką nadzieję. J tro zadzwonię do niego do szpitala. Ma ze sobą telefon kom rkowy. – Oby tylko nie był rozładowany – powiedziała mama li, po czym wszyscy troje wyb chnęli śmiechem. – Oby – powiedział tata i przyt lił do siebie żonę i c rkę.